Ta strona jest jeszcze w budowie, więc zapraszamza chwilę.
Manifest profesjonalizmu
Choć wędkarstwo w moim przypadku nie jest żadną rodzinną tradycją, to moi wędkarscy nauczyciele od zawsze powtarzali mi, że wyssałem to z mlekiem matki, a w sumie to chyba urodziłem się z wędką w dłoni. Sam tego faktu nie pamiętam – pewnie zajęty byłem rybami.
W świecie nowoczesnego wędkarstwa, gdzie technologia coraz częściej zastępuje wiedzę, staram się pozostawać wierny zasadzie, że najskuteczniejszym narzędziem nad wodą jest doświadczenie, intuicja i chłodna analiza. Co absolutnie nie wyklucza używania przez mnie nowinek technologicznych. W środowisku znany jestem niemal wyłącznie jako „Garbus”, osoba której nie trzeba przedstawiać nikomu. Na co dzień zaś jestem dumnym ojcem. Codziennie stając się lepszą wersją siebie z wczoraj. Pracując na ciągłym podnoszeniu jakości moich wypraw oraz poziomu profesjonalizmu w ich realizacji.
Swoją markę budowałem latami na autentyczności. Nie koloryzując rzeczywistości a wręcz przeciwnie, pokazując wędkarstwo takie, jakie jest – wymagające, czasem okrutne, ale dające nieopisaną radość i wolność. Bycie skutecznym przewodnikiem to nie tylko kwestia sprzętu, ale przede wszystkim umiejętność budowania relacji z naturą i z drugim człowiekiem.
Strateg, nie tylko wędkarz
Przez czterdzieści pięć lat wędkowania i dwadzieścia pięć lat pracy jako przewodnik wędkarski wyniosłem ten zawód do rangi sztuki, ciągle rozwijając i podnosząc standardy mojej pracy. Obecność w mediach społecznościowych – na Facebooku czy Instagramie – to nie tylko galeria złowionych przeze mnie ryb, ale przede wszystkim dziennik codziennych obserwacji. To tam, na co dzień dzielę się wiedzą o zachowaniach drapieżników, doborze przynęt, dobrze sprzętu czy etyce, która ma dla mnie fundamentalne znaczenie, a nie jest tylko modnym hasłem.
Człowiek relacji
Każdy kontakt z drugim człowiekiem jest dla mnie najważniejszy. To z niego czerpię codzienną naukę i inspiracje. Moi klienci to bardzo zróżnicowani przedstawiciele różnych płaszczyzn społecznych, co nie przeszkadza mi w budowaniu z każdym pozytywnych relacji. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia z moich wypraw. To nie są tylko zdjęcia z rybami. To obrazy pełne autentycznej radości, kumplostwa i pasji, którą zarażam każdego, kogo spotkam. Często nazywany jestem niepokornym optymistą, bo dla mnie szklanka zawsze jest do połowy pełna, pomimo trudnej i skomplikowanej codzienności, która ciągle mnie doświadcza i testuje.
Pasiaste drapieżniki
Na podstawie doświadczeń mogę śmiało stwierdzić, że woda nie ma przede mną tajemnic. Następstwem tego trudne i chimeryczne okonie stały się moją wizytówką. Pseudonim „Garbus”, to nie tylko nawiązanie do charakterystycznej budowy, ale symbol determinacji w ich poszukiwaniu. Wypracowałem styl, który łączy w sobie ogromną cierpliwość z niemal chirurgiczną precyzją podawania przynęty – to cechy, które sprawiają, że klienci wracają, nie tylko po ryby, ale po ogromną lekcję wiedzy, którą dzielę się z wielką przyjemnością. Bym później obserwował jak wykorzystują to w praktyce, dając mi ogrom satysfakcji.
Drugim gatunkiem jest sandacz pochodzący z rodziny okoniowatych. Nigdy nie analizowałem tego w ten sposób, ale dziś z perspektywy czasu widzę jakąś logiczną całość, której wspólnym mianownikiem są paski. Sandaczowe pstryki są owiane legendą i nie ma w tym żadnej przesady. Te ułamki sekundy w momencie atomowego brania, przysporzyły wielu wędkarzom upokorzeń a wielu obdarowały nie lada pozytywnymi emocjami. Bo to właśnie Ci drudzy byli lepsi. To i wiele innych cech sandaczy sprawia, że nie można o nich zapomnieć wyczekując kolejnych wypraw na mętnookie psy, żartobliwie nazywanych przez wędkarzy.
Szczupak król wód
W swoim życiu złowiłem wiele szczupaków, dziś jednak skupiam się tylko na tych największych. Najczęściej z przymrużeniem oka nazwanych przez mnie „starymi bezpruderyjnymi paniami”. Bo to właśnie samice dorastają do największych rozmiarów. Łowiąc selektywnie w zupełnie odmiennych miejscówkach, niż łowi je większość wędkarzy. Poszukując emocji z holu ryb, które na miarce pokazują ponad sto centymetrów. A w trakcie walki dają niesamowitą dawkę endorfinowych emocji.
Czerwone i czarne kropki
Bardzo dokładnie i ze szczegółami pamiętam swoje pierwsze wyprawy na pstrągi potokowe czy trocie wędrowne. Było to mistyczne i epickie przeżycie, które w następstwie wywołało, że nie mogłem zapomnieć o tych rybach z rodzinny łososiowatych z charakterystyczną dla nich płetwą tłuszczową. Małe, leśne, dzikie nizinne rzeczki czy duże klasyczne pstrągowe rzeki południa, to miejsca odwiedzane przeze mnie by zmierzyć się z profesorem w czerwone kropki. Pstrąg potokowy to wymagająca i bardzo ostrożna ryba. Wiedza i doświadczenie to najważniejsze atuty by skutecznie podejść pstrąga, który potrafi dostrzec wędkarza z kilkunastu metrów, sam pozostając niewidocznym. Ogromne znaczenie ma również łowisko. Inaczej trzeba przygotować się do małej rzeczki czy klasycznej pstrągowej wody górskiej na południu kraju.
Troć wędrowna czy coraz częściej, również występujący w rzekach łosoś. To dwu środowiskowe salmonidy, spędzające większość swojego życia w Morzu Bałtyckim. Wchodzą w pomorskie rzeki by odbyć tarło. Zauważalny jest trend wzrostowy, na dwóch największych polskich nizinnych rzekach. Ryby pokonując czasami setki kilometrów Odrą czy Wisłą do górnych jej dopływów w tym samym celu. Powodem tego w ostatnich latach, są programy ichtiologiczne, których celem jest odbudowa populacji ryb łososiowatych w Polsce. To właśnie te działania sprawiły, zwiększenie ciągów tarłowych. Głównie są to wracające smolty, jako dorosłe osobniki do miejsc z których zaczęły swoją wędrówkę do morza.
Drapieżny białoryb
Wymienione wcześniej gatunki ulubionych ryb, za którymi uganiam się po kraju i poza jego granicami. Nie są jedynymi rybami, które łowię. Choć jest jeden gatunek, który omijam a jest nim sum. Nawet trudno mi podać powód, chyba żartobliwie i najprościej oda to stwierdzenie „nie przypadliśmy sobie do gustu i z tego związku dzieci nie będzie”. Co nie oznacza, że ich nie łowię. Są to jednak przypadki przyłowu a nie świadomego wyboru. Boleń, jaź czy kleń występujący głównie w mniejszych czy większych rzekach nizinnych, to ryby zaliczane do przedstawicieli spokojnego żeru, mówiąc potocznie białorybu. Jednak z powodzeniem łowione za pomocą przynęt sztucznych metodą spinningową. Kiedyś znacznie więcej czasu poświęcałem tym gatunkom. Dziś już mniej, jednak wciąż lubię się zapuścić głównie na odrzańskie łęgi by zmierzyć się z tymi przeciwnikami.
Rzeczywistość kontra możliwości
Nowa odsłona strony powstała w roku 2020 i miała być uhonorowaniem dwudziestolecia moje pracy. Niestety z przyczyn niezależnych ode mnie, nie udało mi się jej skończyć w tamtym czasie. Plan zakładał dużo wyższy poziom. Satysfakcjonujący mnie w pełni. Niestety nie udało się tego osiągnąć. Więc funkcjonowała pomimo swoich niedoskonałości, których mam świadomość. Mam nadzieję, że ten rok będzie czasem, w którym ją dokończę, tak jak sobie to zaplanowałem. To już kolejny plan takich działań. I nie będzie powtórki z lat poprzednich, że życie znowu go zmieni. Z czym ponownie się pogodzę i dokonam jego kolejnej korekty. Nowa szata graficzna wraz z dostosowaniem wszystkiego do obecnych realiów nowoczesnej strony internetowej. To główne zmiany jakie zaszły.
Szacunek i podziękowanie
Pamiętam dobrze początek. Kiedy wbrew wszystkim negatywnym opiniom i zdaniom, jakie słyszałem na temat swojego pomysłu na życie, podjąłem ryzyko i spróbowałem. No i się udało, ja jestem zadowolony z efektów. Za co Wam serdecznie dziękuję. Bo bez Was bym tego nie dokonał. Jesteście wielcy.
To gdzie dziś stoję, jest efektem moje ciężkiej pracy. Pokonanie tej krętej i nie łatwej drogi, udało się z jednego powodu. Codziennym wsparciu, mobilizacji, czasami bezwzględnej krytyki jakie cały czas otrzymywałem od mojej zmarłej żony Katarzyny. Wielu z Was ją poznało, przyjeżdżając do nas do Lubniewic. Z tego powodu właśnie jej dedykuje, moje dwadzieścia pięć lat pracy przewodnika. Mam nadzieję, że kolejne dwadzieścia pięć lat, będzie równie owocne i ciekawe a zaglądając tu od czasu do czasu, też się o tym dowiesz.
Z kart historii czyli gdzie jest początek
Moja wędkarska przygoda, nie rozpoczęła się jak większość usłyszanych przez mnie historii opowiadanych czy zapisanych przez dzisiejszych celebrytów wędkarskich, do których proszę mnie nie zaliczać. Nie jeździłem z dziadkiem czy ojcem na ryby. Nie mam żadnych rodzinnych tradycji wędkarskich, choć bardzo tego żałuję, a w sumie nie. Dziadka miałem genialnego, nauczył mnie wiele mądrych rzeczy. Jedną z nich była gra w szachy, którą ja dziś uczę mojego syna. Słowo uczę, muszę szybko zamienić na czas przeszły, uczyłem. Z dumą patrząc jak uczeń przerósł mistrza. Niestety do wędkarstwa go nie ciągnie, a ja go nie zmuszam. Jakaś dziwna emocja pojawia się gdy o tym piszę.
Pierwsze kroki
Miałem zaledwie pięć lat, kiedy na pierwsze ryby zabrał mnie sąsiad. Pamiętam to jak dziś, bo często wracam wspomnieniami do tego momentu. Pamiętam swoją pierwszą bambusowa wędkę. Pamiętam jak wyrabiałem spławiki z pianki na maszynie zrobionej przez sąsiada. Dziś wędkarstwo jest proste i łatwe. Sprzętu nie brakuje. Wiedza jest dostępna na każdym kroku. A kolejne autorytety wędkarskie co chwilę rodzą się na Facebooku, jak grzyby pod deszczu. Sarkazm rzecz jasna. Dla mnie nadal jest dla mnie czymś wyjątkowym. Co nie minęło mi przez czterdzieści pięć lat. Jest pracą, ale nadal pasją, odskocznią, resetem. Jakkolwiekbym tego nie nazwał, na pewno jest dla mnie tlenem, bez którego nie potrafię i nie mogę żyć. Powiedziałem kiedyś już głośno to zdanie. Powtórzę jeszcze raz, jeśli nie będę mógł iść na ryby to znaczy że czas umierać.
Wędkarska ewolucja
Przez cały ten czas, przebyłem wszystkie możliwe etapy wędkarstwa, jakie są mi znane. Zaczynałem od spławika, by za chwilę próbować metody gruntowej. Nie pomijając niczego przeszedłem pełną ewolucję wędkarską. Gdy doszedłem do spinningu. Zafascynował i pochłonął mnie bez reszty od samego początku. W między czasie doświadczyłem wędkarstwa muchowego. Odsłaniając zupełnie inne płaszczyzny mojego hobby. Później odkrywałem kolejne rzeczy, których się uczyłem. Casting był jedną z nich. Dzięki tej metodzie, rozwinąłem nowe umiejętności i możliwości. Pozwalały mi one w określonych okolicznościach, łowić jeszcze skuteczniej. Szybko zrozumiałem, że ciągły rozwój jest elementem, który mnie najbardziej kręci w tym wszystkim. Daje najwięcej frajdy. Jest największą nagrodą za dotychczasowe osiągnięcia.
Dziś z dumą stwierdzam. Jestem wędkarskim świrem!!! I jestem z tego dumny!!!
Jest pomysł, jest realizacja
Był koniec roku 1999. W mojej głowie zrodził się szalony i niekonwencjonalny pomysł. Będąc całe życie ekscentryczny wariatem, to normalne. Wbrew wszystkim przeciwnościom, przekułem go w plan i zacząłem konsekwentnie realizować z początkiem roku 2000. Zaczynając przygodę pod hasłem „przewodnik wędkarski”. Wówczas kompletnie nie zdawałem sobie sprawy co czeka mnie dalej. Nie było łatwo – absolutnie się nie skarżę. Chwilami nawet pojawiało się zwątpienie czy nie przeceniłem swoich możliwości. Głównie działo się tak po kolejnych potknięciach. Zaraz jednak przychodził mały, drobny sukces i już wracałem na właściwe tory. W pewnym momencie, życie zmusiło mnie do jeszcze trudniejszej decyzji. Czy ten plan, realizowany dotychczas okazjonalnie i weekendowo, może stać się codzienną pracą, sposobem na życie. Wybór był trudny ale konieczny dla dalszego rozwoju i z powodu sytuacji w której się znalazłem w tamtej chwili. Ryzyko było duże i nieprzewidywalne. Co najgorsze w żaden sposób nie do uniknięcia. Już niebawem zacząłem doświadczać pierwszych konsekwencji swojej decyzji i wspomnianego ryzyka. W początkowej fazie mnożące się trudności, które zaś wzbudzały wątpliwości i zniechęcenie, nie zmusiły mnie jednak do kapitulacji. Determinacja i samozaparcie, które w sobie zbudowałem przez lata, przyniosło pierwsze pozytywne efekty. Początkowo nie wielkie ale z czasem było lepiej. Trudne decyzje zaczęły procentować wymiernymi korzyściami. Pozytywne wyniki napawały dumą i dawały coraz więcej energii do działania. I już była pełna radość. To wszystko opisałem w bardzo dużym skrócie. Dziś dwadzieścia pięć lat tych wydarzeń podsumowałbym cytując Wikingów: „wszystko dzieje się po coś, nic nie dzieje się bez przyczyny” a „życie zaczyna się po drugie stronie strachu”.
Dziennikarskie szlify w WMH
Etapem, który rozpoczął zmiany i wpłynął na dynamiczny rozwój mojego planu. Było rozpoczęcie współpracy z magazynem wędkarskim Wędkarstwo Moje Hobby - WMH. Sprawcą tego był sekretarz redakcji – Wiesław Orłowski. Zaprosił mnie, kompletując pierwszy skład redakcyjny świeżo powstającego kwartalnika wędkarskiego w 2005 roku. Swój pierwszy artykuł napisałem do wydanego inauguracyjnego numeru jeszcze w tym samym roku. Efektem ponad sześciu lat współpracy z redakcją, było wiele publikacji na jego łamach. Ponadto nagraliśmy też produkcje filmowe, wydawane na płytach DVD z tym samym magazynem. Później krążyły po różnych kanałach telewizyjnych o czym dowiedziałem się po fakcie. Z końcem roku 2012 odszedłem z redakcji z powodu zmian jakie tam zaszły.
FENWICK pierwsze testy sprzętu
Praca w WMH spowodowała dynamiczny rozwoju mojego warsztatu dziennikarskiego. Stąd też pojawiła się oferta na tworzenie artykułów opisujących wędki, które wcześniej użytkowałem przez jakiś czas. By rzetelnie i uczciwie je opisać, nie tworząc typowego materiału reklamowego a bardziej subiektywny opis produktu przez wędkarza dla wędkarza. Współpracowaliśmy ponad rok.
Mikado i pierwszy etat
Po zakończeniu prac dla dystrybutora marki FENWICK, dostałem kolejną propozycję. Oczekiwania były podobne, różnica jednak polegała na co miesięcznym wynagrodzeniu po spełnieniu ustalonych wymagań. Podczas trwania naszej współpracy przygotowałem dla firmy MIKADO wiele materiałów. Jednocześnie miałem nie ograniczony dostęp do zasobów katalogowych i sam podejmowałem decyzję o wyborze produktu, który pojawi się w materiale. Dawało to duży komfort pracy i było spójne z moimi zasadami i moją pracą przewodnika.
SAVAGE GEAR i kontrakt
Praca w Mikado złapała pewną stagnację połączoną z rutyną. Musiałem szybko reagować, by się nie zatrzymać. Na polskim rynku pojawiła się duńska firma SAVAGE GEAR. Oferując nowatorskie, często bardzo zaskakujące produkty wędkarskie. Polski rynek odbiorców o konserwatywnych poglądach, początkowo nie akceptował tych rozwiązań. Jednak konsekwentne i zaplanowane działania spowodowały zmianę trendów na rynku. Do dziś można obejrzeć jeszcze znajdujące się w sieci, filmy przygotowane dla tego producenta.
Wiadomości Wędkarskie – reforma PZW
Po rezygnacji z pracy w redakcji WMH w 2012. Podczas poznańskich targów Rybomania, w 2013 roku otrzymałem propozycję dołączenia do składu redakcyjnego Wiadomości Wędkarskich. Czasopismo to było częścią PZW, na którego temat nie miałem dobrego zdania jak wielu. Jednak otrzymałem zapewnienia, że władze związkowe nie mają wpływu na to co dzieje się w wydawnictwie. Tak też było. W trakcie naszej współpracy, pisałem dla nich dużo materiałów. Zaliczyłem okładkę wraz z tekstem z rozpoczęcia sezonu trociowego. Zrobiliśmy wspólnie nawet kilka filmów. Nasza współpraca z mojej perspektywy była owocna.
D.A.M powrót do przeszłości
Po odejściu z Savage Gear, korzystając z otrzymanej oferty na targach wstąpiłem w szeregi D.A.M. Od razu dostałem kontrakt z co miesięcznym wynagrodzeniem zgodnie z ustaleniami. Współpracowaliśmy prawie cztery lata. Współpraca przebiegała spokojnie i z korzyścią dla obu stron. W tym czasie prowadziłem pokazy po sklepach z nowościami na dany rok. W trakcie poznańskich targów Rybomania prowadziłem pokazy nowości. Reprezentowałem też D.A.M na międzynarodowych targach EFFTEX. Osobista sytuacja, która mnie dotknęła w roku 2016, zapoczątkowała zmiany w moim życiu. Dlatego też zakończyłem współpracę.
GARMIN ostatni przystanek
Tuż po rozpoczęciu współpracy z D.A.M. przedstawiono mi propozycję firmy GARMIN. Po szybkiej konsultacjach, wykluczając brak konfliktu interesu pomiędzy obiema firmami, przyjąłem propozycję. Krystian, za sprawą którego się to stało, był jednocześnie realizatorem i koordynatorem tego projektu. Celem było zebranie grupy ludzi ze środowiska w celu promowania elektroniki wędkarskiej. Tak stałem się ambasadorem i twarzą firmy GARMIN, która również zakończyła się z końcem roku 2016.
2017 powrót do korzeni
Wspominana wcześniej sytuacja, która wydarzyła się w pierwszych dniach listopada 2016 roku. W swych skutkach spowodowała drastyczne zmiany, które wprowadziłem w swoim życiu. Po długich rozmowach z Katarzyną, analizie sytuacji pod każdym względem. Postanowiłem wrócić do pierwotnych założeń mojego pomysłu i podziękowałem wszystkim za współpracę, zarówno wydawcom jak i firmom z którymi współpracowałem. Powróciłem do korzeni, pracując wyłącznie na swój własny wizerunek. Decyzja ta podyktowana wieloma składowymi, dała mi jakąś wewnętrzną ulgę i przyniosła jakiś spokój. Pomimo że D.A.M. oraz GARMIN były firmami dla których praca była dla mnie przyjemnością. To jednak ulga jaką poczułem była bardzo silna. Dziś z perspektywy czasu wiem że była to najlepsza, najmądrzejsza i jedyna decyzja, którą podjąłem. Od tamtej pory nie wróciłem do żadnej formy współpracy. Wolny i niezależny. Bez obciążającego bagażu.
Nie wędkarskie przygody
W trakcie dwudziestu pięciu lat pracy przewodnika wędkarskiego wielokrotnie brałem udział, współtworzyłem lub koordynowałem, projekty kompletnie nie wędkarskie. Wynikające czasami z przypadku. Czasami z irracjonalnych posunięć i decyzji, podejmowanych przeze mnie. Przynoszące niesamowity bagaż zupełnie nowych doświadczeń, w których z wielką przyjemnością brałem udział za każdym razem.
Donatan, Cleo i przewodnik wędkarski
Pierwszym z takich nieoczywistych i niestandardowych a jednocześnie ciekawych projektów, o których chciałbym wspomnieć. Były nagrania do teledysków CLEO, produkowanych przez DONATANA. Ta przygoda realizowana była na wodzie z mojej łodzi. Pozwoliło mi to przyjrzeć się ich pracy oraz spędzić czas w ich towarzystwie. Biorąc czynny udział w nagraniu dwóch teledysków. Do dziś cieszą się sporą oglądalnością na YouTube. Naszą kilkudniową pracę zakończyliśmy wspólnym wędkowaniem.
Piotr Woźniak Starak – Sztuka Kochania
Zupełnie odmienna była sytuacja podczas nagrywania filmu "Sztuka kochania - historia Michaliny Wisłockiej" do którego zostałem zaproszony i zatrudniony. Dokładniej do etap nagrywanego w Lubniewicach. Moje doświadczenie zdobywane latami na wodzie, można wykorzystać nie tylko w wędkarstwie, wystarczy mieć na to pomysł. Oni mieli. Poznałem mnóstwo fajnych ludzi, z którymi mam kontakt do tej pory. Jedną z nich był fantastyczny, nieco ekscentryczny, charyzmatyczny a przy tym bardzo kulturalny i bardzo słowny, człowiek który zbyt wcześnie nas opuścił. Przeżyłem tą tragedię bardzo osobiście. Piotr Woźniak Starak producent tego filmu, człowiek o niesamowitej osobowości. Uświadomił mi jak bardzo się myliłem przyjmując stereotypy za pewnik. Pokazał rzeczywistość zgoła odmienną. Tydzień ciężkiej i czasami męczącej pracy, wspólnych rozmów sprawił że obaj obdarzyliśmy się nawzajem ogromnym szacunkiem. Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się po drugiej stronie i dokończymy rozpoczęte rozmowy.
Projekty i wydarzenia wędkarskie
Rybomania – targi wędkarskie organizowane przez Poznańskie MTP. Ich historia rozpoczęła się w 2011, kiedy Piotr Kamiński reaktywował ten projekt, po kilkuletniej ich absencji. Wtedy właśnie poznałem Piotra i po jego propozycji zaangażowałem się w pierwszą edycją i rozwój tego przedsięwzięcia w dalszych latach. W trakcie trzynastu edycji, targi te przeżyły niesamowity rozwój. Dokładałem rokrocznie swoją cegiełkę w rozwój tego projektu. Dziś z dumą słucham jak postrzegają je odwiedzający wędkarze z innych krajów. Nazywając je największymi targami Wędkarskimi w Europie.
"Na ryby z Garbusem", jest krótką filmową wizytówką, mojej codziennej pracy przewodnika wędkarskiego. Nagrana przez Józefa Wróblewskiego, redakcyjnego kolegę z WW podczas odwiedzin w Lubniewicach. Józef wsparł mnie również mocno na targach w Lublinie, gdzie wspólnie prowadziliśmy licytację vouchera, który wystawiłem na wspólną wyprawę ze mną. Próbując w ten sposób pomóc pewnemu małemu chłopcu w walce z chorobą, którą się mierzył.
„Spotkanie mistrzów na jeziorze Lubiąż” część 1 – Spinning oraz „Spotkanie mistrzów na jeziorze Lubiąż” część 2 – Spławik Początkowo pomysł był zupełnie inny. Zrodził się podczas targowych spotkań w Poznaniu. W trakcie rozmowy z Ernestem Gutkiewiczem i kolegami z redakcji WW. W momencie realizacji pomysł ewoluował. Tak powstały dwie odrębne części z planowanej jednej. Pokazujące inne płaszczyzny wędkarstwa. A jeśli jesteście ciekawi ich treści to zapraszam do ich obejrzenia.
Wędkarska Brać
To magazyn, który powstał i żałuję że się nie utrzymał. Bo wprowadzał zupełnie nową i odmienną jakość prasy wędkarskiej na nasz rynek. Podczas kolejnej edycji poznańskich targów Rybomania. Rafał Mikołaj Krasucki przeprowadził ze mną rozmowę na temat pracy przewodnika wędkarskiego. Efektem czego powstał artykuł w formie wywiadu opublikowanego w jednym z wydań tego magazynu.
Praca z młodzieżą
W swojej dwudziestopięcioletniej pracy założyłem i prowadziłem Młodzieżową Szkółkę Wędkarstwa w Lubniewicach. Ucząc młode pokolenie kunsztu wędkarskiego. Uświadamiając jak ważna jest etyka wędkarska. Kształtując w nich ideę C&R, którą powinien charakteryzować się wędkarz XXI wieku. W trakcie trzech lat miałem ponad pięćdziesiątkę dzieciaków, która brała udział w tych zajęciach. Z dumą i radością patrzyłem na nich, połykających wręcz wiedzę, mając przy tym poczucie pełnego spełnienia. Po latach spotykam czasami moich absolwentów. Dziś już dorośli ludzie a wtedy uczniowie Szkoły podstawowej w Lubniewicach, gdzie odbywały się zajęcia. Z sentymentem wspólnie wspominanym ten czas. Chętnie powróciłbym do tego projektu i być może tak się stanie.
Wędkarskie eldorado
Na zamówienie Urzędu Miejskiego w Lubniewicach napisałem przewodnik, w którym opisałem zbiorniki wędkarskie na jej terenie. Udostępniłem też całą masę zdjęć by podnieść jego wartość wizualną. „Wędkarskie eldorado” był ciekawą i chętnie pobieraną publikacją przez odwiedzających Lubniewice wędkarzy. Nie wchodząc w szczegóły, dziś jest niedostępny.
Popierając Gminę Lubniewice w promocji turystyki w szczególności wędkarskiej. Wspierałem lub pomagałem organizować czy to Zawody Wędkarskiej o Puchar Burmistrza Lubniewic. Czy też letnie Święto Sandacza. Nie sposób jest opisać pracy jaką wykonywałem w tych tematach latach by nie zabrzmiało to zuchwale. Dlatego nie będę wdawał się w szczegóły. Jednak jak to bywa w administracji państwowej. Zawsze rządzi polityka i interes ale nie społeczny. Tak więc dziś zostały tylko wspomnienia i przykre doświadczenia dla mnie.
Małe, duże, niecodzienne wydarzenia wędkarskie
To co wymieniłem to tylko jakaś część z tego wszystkiego co się wydarzyło. Nie sposób jest wymienić wszystkie działania, każdą współpracę czy mój udział w zrealizowanych projektach, przedsięwzięciach, czy wydarzeniach.
Jednym z wielu takich sytuacja był mój udział w telewizyjnych programach wędkarskich. Pierwszy z nich prowadził nieżyjący już dziś, serdeczny kolega Jurek Biedrzycki. Prowadzący i autor programu „Taka ryba”. Innym zaś był „Kołowrotek” prowadzonym przez Adama Tańskiego. Obie produkcji realizowane dla Telewizji Polsat i tam emitowane.
Może nieco śmiesznym i amatorskim ale miło wspominanym przeze mnie był udział w programie „Wędkarska korba”. Podczas prezentacji nowości na kolejny rok firmy D.A.M, Seba i Majki nakręcili w ramach promocji taką nieco dziwną produkcję, którą do dziś można zobaczyć w internecie.
Zawody aktorów, które odbyły się w Lubniewicach to bardzo wyjątkowe wydarzenie. Bo tylko raz ta impreza odbyła się w innym miejscu niż zawsze. To też efekt działań i nakładu mojej pracy. Oczywiście nie była to całkowicie moja zasługa, ale miałem w tym swój udział. Ponadto ciężko pracowałem podczas ich trwania, jednocześnie biorąc w nich udział. I tu pojawia się coś niebywałego. Bo udało mi się wygrać kategorię „Mistrzów”, do której byłem zakwalifikowany. Po za nią była jeszcze jak zawsze kategoria „Gości Honorowych” i oczywiście podstawowa „Aktorów”. To standardowy schemat organizacyjny tej imprezy, w której brałem udział wielokrotnie. Jeśli interesuje Was więcej zapraszam do przeczytania mojego artykułu opisującego to wydarzenie – „Aktorzy na rybach w Lubniewicach”.
Nie napisałem tego wszystkiego w innym celu niż ten, który tu prezentuję. Starałem się zobrazować Wam choć ułamkowo jak różnorodne jest życie przewodnika. Nie polegające tylko i wyłącznie jak myśli większość na łowieniu ryb. Wbrew pozorom i stereotypom, czy na podstawie krążących opinii. Osoby wędkujące, które poznałem przez lata reprezentują różnorodne środowiska, grupy społeczne czy zawodowe. Jednak każda z nich jest na swój sposób pasjonatem wędkarstwa. Czerpiącym z tego przyjemność niezrozumiałą dla innych. To jest wspólnym mianownikiem i puentą.
Jeżeli choć trochę Cię zaciekawiłem, to zapraszam do zapoznania się z moimi propozycjami ofert przygotowanych pod gatunki moich ulubionych ryb. Gdyby to jednak Cię nie zainteresowało. Napisz czego poszukujesz, co Cię interesuje. Ja zobaczę czy będę mógł Ci jakoś pomóc, bądź też skieruję Cię do moich kolegów. Może, któryś z nich będzie mógł Ci pomóc.
Zapraszam na "Pstrągowe podchody", czy też na "Trociowe eskapady". Mam też ciekawą ofertę na "Okoniowe dwutakty" czy "Sandaczowe pstryki". Polecam Twojej uwadze, również ogólną ofertę wspólnego wędkowania "Na ryby z Garbusem".
Spośród wszelakich ryb śródlądowych, moim ulubionym gatunkiem, co nie trudno zauważyć stały się okonie, a raczej najstarsze garbusy naszych wód. Z powodzeniem łowię inne gatunki, jednak te tajemnicze ryby fascynują mnie do tego stopnia, że stały się moja flagową rybą, jak również znakiem rozpoznawczym.
Nie odmawiam sobie zapolowania na największe szczupaki, które dają mnóstwo frajdy i dostarczają nie lada przeżyć. Nad Odrę, Wartę czy też mniejsze rzeki nizinne wybieram się za boleniem, jaziem i kleniem. Czasami również sięgnę po muchówkę by zmierzyć się z lipieniem czy nawet mało popularnym jelcem.
Jedno lub kilku dniowe wyprawy na wszystkie drapieżniki z pełnym przygotowaniem.
Pisz lub dzwoń 507 54 84 19 a zobaczysz ile możesz zyskać i na pewno nie będziesz żałował!





